Jak inni ludzie w Polsce walczą i o co im chodzi: www.stopwiatrakom.eu - porozmawiaj o wiatrakach.



niedziela, 28 lutego 2010

Nie ma to jak niedziela spędzona na świeżym powietrzu, suplement do "Roztopy".

Nie ma to jak niedziela spędzona na świeżym powietrzu !
W sumie to mi się podobało. Dzień był bardzo ciepły i ładny jak na tę porę roku, aż miło. Muszę przyznać, że nie było jednak tak do śmiechu.
Roztopy w ostatnich dniach spowodowały nie tylko piękne rozlewiska ale i przyniosły problemy. Ludzie ze wsi bardzo często przychodzili w okolice naszego domu obserwować z mostu pobliską rzeczkę i tamę. We wsi woda podtapia kilka gospodarstw, strażacy już drugą dobę wypompowują wodę z zalanych miejsc próbując zapobiec dostaniu się jej do domów i zabudowań. Na szczęście od dzisiejszego poranka woda w rozlewiskach wyraźnie opada, niestety nie wiadomo co przyniesie dzisiejsza noc ponieważ zaczął padać silny deszcz.
W naszym domu wczorajszego wieczora w sobotę dostrzegłem przesiąkającą wodę do piwnicy. Woda rozlała się w miejscu gdzie składujemy węgiel, pojawiły się też ślady przesiąkania w innych częściach piwnicy. Razem z żoną zabraliśmy się do ratowania dobytku i porządkowania w piwnicy. Odstawiliśmy niektóre z przedmiotów z podłogi na wyższe miejsca, spakowaliśmy węgiel do worków i przenieśliśmy w suche miejsce, zebraliśmy wodę do wiader i wynieśliśmy ją na dwór. Ja dodatkowo pojechałem do miejscowego marketu aby kupić automatyczną pompę zanurzeniową którą osadziliśmy w studzience odpływowej przy budynku. Udało mi się zdobyć dosłownie ostatnią, tego dnia sprzedano ich kilkadziesiąt ponieważ również innych zaczęło podtapiać w okolicy. Przez ostatnie dwa lata od naszego wprowadzenia się pompa nie była potrzebna jednak teraz musieliśmy ją kupić i pracuje nieprzerwanie drugi dzień.
Niestety nasze sobotnie wybieranie wody nie przyniosło wiele efektu, w niedzielę o poranku kałuże w piwnicy były większe. Wszystko to za sprawą zalegających zwałów śniegu i lodu dookoła domu, zwłaszcza od strony północnej. Śnieg topniejąc tak nasączył grunt przy budynku, że aż woda zaczęła przesiąkać w piwnicy przez szczeliny w posadzce. Zdecydowaliśmy, że usuniemy śnieg. O pomoc poprosiłem kolegę, pożyczyłem też dwie taczki we wsi, swoją taczkę przywiozłem od rodziców, zebrałem też kilka łopat. Podczas gdy ja z kolegą wywoziliśmy śnieg moja żona wybierała wodę z piwnicy. Odśnieżaliśmy od około 10.00 do obiadu. Śnieg był wyjątkowo ciężki i mokry. Po obiedzie dojechali moi rodzice do pracy włączyli się wszyscy mężczyźni w sile trzech osób no i nasze dwie panie które też dzielnie walczyły łopatami. Trzy taczki krążyły nieprzerwanie przez kilka godzin. W pewnym momencie wydawało się, że praca zostanie nam jeszcze na poniedziałek ale szczęśliwie udało się dzisiaj wywieźć wszystko. Wywieźliśmy w sumie kilka ton śniegu, w rowie przy ulicy i na skarpie nad rzeczką zebrały się dwie spore hałdy "dziadostwa".
W sumie to trud się opłacił ponieważ dzisiaj tępo przesiąkania do piwnicy zmalało. Ogólnie wybraliśmy w niedzielę 27 wiader wody, każde po około 22-25 litrów - całkiem sporo. Mam nadzieję, że deszcz nie zniweczy naszych wysiłków i jutro wody będzie mniej.
Jesteśmy trochę zmęczeni, żonie nawet coś łupnęło w kręgosłupie i bolą ją plecy przy niemal każdym ruchu - cóż człowiek nie młodnieje z wiekiem. Mam nadzieję, że z tymi plecami to nic poważnego.
Jeszcze jedno, jutro w poniedziałek przyjeżdża do nas ktoś z PZU aby oszacować szkody związane z zerwaną przez opad śniegu rynną o której już wcześniej wspominałem na jednym z wpisów.

czwartek, 25 lutego 2010

Roztopy utęsknione.

Nareszcie mamy długo oczekiwaną odwilż. Cieszymy się nią od kilku dni. Zamieściłem kilka zdjęć przy czym dwie pierwsze pary są zdjęciami porównawczymi robionymi w odstępie czasowym.







A dziady mają centralne.

Już drugi dzień siedzę uwięziony w domu z powodu przeziębienia lub grypy. Cała nasza rodzina w zasadzie siedzi w zamknięciu, ten sam bakcyl wyłożył na początku moich rodziców, a następnie my z żoną go przejęliśmy. Mamy kwarantannę i w ten oto sposób znalazłem czas który mogę poświęcić na pisanie.

A teraz właściwa treść postu.
Wczoraj odwiedził mnie znajomy, przyjechał aby porozmawiać o usłudze którą mam wykonać. Przy okazji zaczęliśmy wymieniać uwagi na temat mijającej zimy i przygód z nią związanych.
Mój znajomy jest człowiekiem zamożnym i na dużo go stać jednak mieszka skromnie w starej przedwojennej leśniczówce na uboczu. Jego dom charakteryzuje się prostym wyposażeniem. Dom jest ogrzewany kilkoma przedwojennymi piecami kaflowymi i kominkiem. W kuchni nie ma nowoczesnej kuchenki tylko stary kaflowy piec, okna są oryginalne, oczyszczone i odmalowane świeżą farbą. Wszystko to nie jest spowodowane brakiem pieniędzy lecz osobistym wyborem właściciela.
Podczas największych mrozów i nawałnic śniegu gdy były pozrywane linie energetyczne i ludzie tygodniami żyli bez prądu dom mojego kolegi bardzo dobrze się sprawdził.
Kolega ma bardzo zajmującą pracę i często do swojego domu wraca późno. Któregoś dnia w jego okolicy zabrakło prądu we wczesnych godzinach porannych. Po drodze z pracy postanowił, że popołudnie i wieczór spędzi u rodziny w sąsiedniej wsi. Kiedy odwiedził rodzinę to okazało się, że bardzo marzną ponieważ z braku prądu w ich nowym domu nie działa ogrzewanie. Spędził u nich jakiś czas. Gdy wieczorem wybrał się w drogę do siebie wszyscy się martwili czy dotrze do domu.
Szczęśliwie przyjechał na miejsce, w domu było ciemno, na początek rozpalił kilka świec na świeczniku. Oczyścił i rozpalił w kominku, rozpalił również w piecu w kuchni. Od płonących świec i blasku kominka w domu zrobiło się jasno i ciepło. Kolega stwierdził, że w zasadzie to nie musi uruchamiać agregatu który jest podłączony do instalacji na wszelki wypadek. Zatelefonował nawet do rodziny u której spędzał popołudnie, że może im jeszcze tego samego wieczoru odstąpić swój agregat bo w zasadzie to do niczego nie jest mu potrzebny - ma u siebie wystarczająco widno i bardzo ciepło.
Gdy dowiózł przez zaspy agregat dla potrzebujących to całą sytuację bardzo trafnie podsumowała 90-letnia babcia która mieszka w domu u rodziny mojego znajomego: "teraz bogaci mają piece kaflowe i kominki, a dziady centralne".