Jak inni ludzie w Polsce walczą i o co im chodzi: www.stopwiatrakom.eu - porozmawiaj o wiatrakach.



piątek, 10 września 2010

Coś ku pokrzepieniu serc i zaspokojeniu potrzeby piękna.

Zabawne za jakie rzeczy ludzie płacą pieniądze.


JÄGER- WAFFENSCHRANK um 1900 m. Geweihen und Hirschkopf


Artikelzustand: Gebraucht

Beendet: 09. Sep. 201020:48:49 MESZ

Gebotsübersicht:

Erfolgreiches Gebot: EUR 746,90 

Der Verkäufer ist für dieses Angebot verantwortlich.
Letzte Aktualisierung am 19:32:10 MESZ, 31. Aug. 2010 Alle Änderungen anzeigen 

Dieser Jäger- Waffenschrank entstand um 1900.
Mit zahlreichen Geweihen und einem Hirschkopf bestückt.
 Maaße: Unterteil-  61 cm hoch, 92 cm breit, 50 cm tief

 Oberteil- 173 cm hoch, 81 cm breit, 38 cm tief (54 cm mit Hirschkopf ) Altersentsprechender Zustand, ohne größere Beschädigungen.
Bei Fragen bitte unter  01577 xxxxxx begin_of_the_skype_highlxxxx              01577 xxxxxxx      end_of_the_skype_highlxxxx  anrufen.




Am 31.08.10 hat der Verkäufer die folgenden Angaben hinzugefügt:

Kleine Korrektur: Es ist ein REHKOPF und kein Hirschkopf. 


wtorek, 7 września 2010

W sprawie feudalizmu.

Do informacji wszystkich ciekawych osób jak się zakończyła sprawa ze sprzątaniem kościoła: znaleźliśmy wyjście. W związku z faktem, że ja musiałem wyjechać w sobotę do Poznania, a żona miała pracę w domu nie mogliśmy pójść i pomóc w sprzątaniu. Przy tym nam się to specjalnie nie podobało. W każdym razie nie chcieliśmy też pozostawić naszych dwoje sąsiadek samych z robotą i wpadłem na pomysł aby poprosić jedną osobę o odpłatną pomoc.
 Wszystko zakończyło się dobrze. W niedzielę była uroczystość w kościele ponieważ tego dnia gościli misjonarze, po mszy ksiądz z tego co słyszałem dziękował wszystkim którzy pomogli przy sprzątaniu świątyni oraz tym którzy pomagali przy pracach porządkowych na terenie plebanii i cmentarza.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Feudalizm i pańszczyna.

Powyższy wątek jest w pewnym sensie nawiązaniem do mojego poprzedniego wpisu "Co na wsi trzeba zrobić samemu ?". Piszę dalej w tym temacie ponieważ los sprawił, że chcąc nie chcąc pańszczyzna się za mną ciągnie.

Otóż dzisiaj w niedzielę zadzwonił do mnie właściciel miejscowego sklepu z przypomnieniem,  że od dwóch dni leży u niego paczka pobraniowa zostawiona przez listonosza. Ja niestety wcześniej o niej zapomniałem. Listonosz jest zawsze na tyle miły, że w wypadku gdy nie ma nas w domu, a przychodzą paczki to dzwoni do nas i pozostawia je we wiejskim sklepie abyśmy nie musieli się fatygować po ich odbiór na pocztę do miasta. Jako, że poznaliśmy miejscowego sklepikarza to on zgodził się odbierać nasze przesyłki, zakłada też swoje pieniądze gdy paczka jest pobraniowa. Muszę przyznać, że cała sytuacja nam bardzo odpowiada i traktujemy ją z żoną jako bardzo miłą stronę życia na wsi.
Gdy przyjechałem do sklepu było popołudnie. Podczas rozmowy sklepowy oznajmił mi, że był na porannej mszy i podczas czytania ogłoszeń parafialnych padło między innymi nasze nazwisko jako rodziny wyznaczonej do oddelegowania kogoś w najbliższą sobotę do sprzątania kościoła. Ja mu na to, że my to bardzo rzadko chodzimy na masze i nic o tym nie wiem i zastanowimy się co w tej sytuacji zrobić. Sklepowy powiedział, że jeżeli sami nie chcemy pójść to musimy załatwić jakieś zastępstwo lub komuś zapłacić aby w naszym imieniu posprzątał kościół - po prostu ksiądz ma listę parafian i wyznacza po kolei dyżury. Podziękowałem za informację i wróciłem do domu.
Sprawa ma dodatkowe implikacje w naszym odczuciu. Ponieważ od kilku tygodni mamy nowego plebana który zastąpił poprzedniego w związku z "aferą rozporową" o której pisałem kilka miesięcy wcześniej. Poprzedni proboszcz był człowiekiem raczej tolerancyjnym i za niepójście do sprzątania kościoła nic by nie robił. Obecny z naszych obserwacji to taki mały dominator - lokalny Napoleon Bonaparte. Ciekawe jak się odniesie gdybyśmy olali sprawę. Przy tym jest nam przykro w stosunku do pozostałych współmieszkańców pozostawić ich samych przy pracy. Ponieważ szczerze mówiąc wcale nie mamy ochoty tam pójść. I nie jest to tak, że boimy się pracy fizycznej ale sprzątanie jako nasz obowiązek na posesji parafialnej jest sprzeczne z naszymi przekonaniami. Musimy jeszcze pomyśleć co zrobić w tej sytuacji.
Pisałem już o tym wcześniej, że kościół podobnie jak każdy inny właściciel nieruchomości powinien samodzielnie odpowiadać za swoją własność. A jeżeli oczekuje czyjejś pomocy to powinien za nią zapłacić. Nie mówiąc o tym , że wykonywanie pracy na rzecz innej osoby bądź instytucji powinno być wolnym wyborem zatrudnionego bo w wypadku przymusu to trąci wykorzystywaniem ludzi.
A tym czasem w odniesieniu do kościoła feudalizm i pańszczyzna na wsi mają się całkiem dobrze. I sprawa nie dotyczy tylko naszej wsi ale jak się dowiadywaliśmy w wielu wsiach jest podobnie. Bawi mnie przy tym tłumaczenie, że prace przy parafii są dla parafian. Nie powiem, że nie daję pieniędzy do koszyka oraz datków na remonty i utrzymanie obiektów kościelnych bo to inna sprawa. Księża często posługują się argumentem, że przecież plebania i kościół służą parafianom i jako takie powinny być obiektem ich troski (czytaj "pracy") i utrzymania. Jakie to zabawne: bo gdy trzeba łożyć na kościół to jest to "MAJĄTEK - DOBRO PUBLICZNE". Ale gdy na przykład władze kościelne postanowią sprzedać któryś z budynków to wtedy jest to MAJĄTEK KOŚCIELNY. Zaiste też bym tak chciał aby ktoś pracował za friko na mojej posesji i dokładał się do niej bezinteresownie finansowo. Jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Piszę o tym ponieważ kilka lat temu w okolicy zaistniała sytuacja związana z pewnym domem zakonnym który kościół nagle postanowił sprzedać. A wcześniej przez całe lata powyższy obiekt był przedmiotem utrzymania miejscowych parafian. I nikt nie pytał parafian czy powyższe "dobro publiczne" powinno zostać sprzedane, pomijam też fakt, że kościół nie podzielił się z nikim kasą ze sprzedanej nieruchomości.
Osobiście ja i żona jesteśmy katolikami, co prawda nie za często chodzimy do kościoła ale czujemy się związanie z wiarą i mamy do niej szacunek. W naszym odczuciu co boskie należy oddać Bogu i tym samym szanując drugiego człowieka nie można się nim wysługiwać wykorzystując go. W naszym odczuciu zgodne jest z zasadami wiary płacenie składek w kościele. Ale praca i odpowiedzialność za przedmioty będące własnością kościoła nie powinna się odbywać na zasadzie przymusu bo to jest niemoralne. 
Myślę więc, że ksiądz powinien tak planować swój czas aby osobiście sprzątać w kościele i dbać o teren podwórza, a jak nie to musi komuś zapłacić. Ponieważ plebania jest jego domem, a kościół miejscem pracy. Jak ktoś ma firmę podobnie jak ksiądz kościół to powinien dbać o nią sam.

środa, 25 sierpnia 2010

Co na wsi trzeba zrobić samemu ?

Ano dożo trzeba zrobić samemu i niech wszyscy miastowi którzy zamierzają przeprowadzić się na wieś będą świadomi pewnych faktów:
  • po pierwsze na wsi nie ma tak zwanych "służb" które za nas mogą posprzątać lub odśnieżyć ulicę. Tak więc niech każdy będzie przygotowany na dbanie o fragment drogi przylegający do posesji. Pamiętać też należy, że sytuacja wymaga abyśmy sami ogrzeli zimą swoje domy - nie załatwi za nas tego administracja. 
  • zapomniał bym nadmienić, że na mało której wsi jest kanalizacja i co za tym idzie są szamba. Trzeba pamiętać aby swoje ścieki powierzyć w ręce specjalisty i mieć przygotowaną gotówkę na taką okazję. Nie wspomnę też, że niemiło jest gdy szambo się przelewa zatem żeby uniknąć takiej sytuacji trzeba tam co jakiś czas zajrzeć kontrolnie. Może nieco łatwiej mają osoby posiadające przydomowe oczyszczalnie. 
  • są jeszcze sprawy ponadstandardowe o których mało kto może sobie przyśnić. W dużej mierze wiąże się to z pierwszym akapitem o braku "służb" ponieważ na wsi może się zdarzyć, że trzeba pójść na zebranie z sołtysem i czy się chce czy nie można przypadkiem być wyznaczonym do prac społecznych. Mam tu na myśli na przykład prace przy upiększaniu trenu wsi. Niestety na wsi jeżeli ludzie nie zrobią czegoś sami to na pewno nie zrobi tego gmina. 
  •  no i najdziwniejsze we wszystkim - PAŃSZCZYZNA. Tak w dzisiejszych czasach pańszczyzna wciąż obowiązuje. I niech nikt nie będzie zdziwiony jak podczas niedzielnej mszy ksiądz w ogłoszeniach wyczyta, że właśnie przyszła kolej na osobę z jego rodziny do sprzątania kościoła lub prac na terenie plebanii. 
U nas we wsi praktyka pańszczyzny jest czymś czego ludzie nawet nie dostrzegają. Idą karnie odbębnić swoje. Ja też między innymi dzisiaj stałem się wyrobnikiem pańszczyzny. Pomagałem z użyciem swojej kosy spalinowej obkaszać teren cmentarza. Po prostu wypadała kolej na osoby z naszej ulicy no i żeby sąsiedzi krzywo nie patrzyli poszedłem do pracy. Może nie do końca ze względu na sąsiadów,  zrobiłem to bardziej dla tego ponieważ lubię porządek i ładne otoczenie. W wypadku prac przy cmentarzu nie traktuję tego jako pańszczyzny chociaż teren należy do parafii. Jednak przyznam szczerze, że budzi moje zdziwienie, że ludzie mają dbać o majątek kościelny niejako z obowiązku.
Swego czasu przed Bożym Narodzeniem 2009 byliśmy wyczytani do sprzątania kościoła. Ostatecznie żadne z nas nie poszło. Chociaż powiem szczerze, że ja trochę wymiękłem i w przeciwieństwie do żony byłem gotów pójść i pomóc.
Ze sprzątaniem w kościele i na terenie woku plebani to mamy wielkie obiekcje. Po pierwsze dla tego, że jest to teren prywatny kościoła i powinien się nim zajmować osobiście ksiądz jako właściciel. Przecież w dbaniu o własne posesje właścicieli domków czy gospodarstw nikt nie wyręcza. Jeżeli już chcą się posłużyć pracą innych ludzi to muszą za nią zapłacić. Muszę przyznać, że mamy duży dom, nawet bardzo duży i sporo terenu dookoła. Podejrzewam, że powierzchnia naszych budynków jest znacznie większa od plebani i kościoła razem wziętych, a sprzątamy wszystko sami, choćby wymienię, że w domu mamy 33 okna. Myślę więc, że ksiądz powinien tak planować swój czas aby osobiście sprzątać w kościele i dbać o teren podwórza, a jak nie to musi komuś zapłacić. Ponieważ plebania jest jego domem, a kościół miejscem pracy. Jak ktoś ma firmę podobnie jak ksiądz kościół to powinien dbać o nią sam.

 P.s.
Pomimo wszystko przyznam, że ja bardzo lubię mieszkać na wsi :-)

sobota, 24 lipca 2010

Kilka spraw.

  • Po pierwsze w ostaniach tygodniach trafiłem do szpitala na 2,5 dnia z powodu tak zwanej kolki nerkowej. Po prostu pewnego ranka obudziłem się jak zwykle z tą tylko różnicą, że okropnie mnie bolało w okolicy brzucha. Ból był tak wielki, że zdecydowałem się zadzwonić do lekarza rodzinnego, niestety nie dojechaliśmy do przychodni bo w połowie drogi ból tak się wzmógł, że to co było wcześniej można przyrównać jedynie do skromnego preludium. Zawróciliśmy z żoną ostatecznie do szpitala i tak wylądowałem na oddziale chirurgicznym. Tak przestałem być dziewicą w temacie hospitalizacji i mogę powiedzieć, że zaliczyłem swój pierwszy pobyt w szpitalu w wieku 39 lat.  Utknąłem tam na pewien czas, przy okazji poznałem Krzysia - ale o tym opowiem w osobnym akapicie. 
  • Krzysiek.... cdn. 
  • Niestety przed dwoma dniami stała się rzecz straszna, zmarł nam wujek. Nie chcę wspominać jaką był osobą bo wszyscy go bardzo kochaliśmy, a jego małżeństwo z ciocią które udanie trwało przez dziesiątki lat to też osobna historia. Pragnę jedynie nadmienić o tym w tak publicznym miejscu jak blog ponieważ nachodzi mnie refleksja, że to już  jedna z ostatnich osób które zasiedlały po wojnie Tany - Jedliska. Uświadomiłem sobie, że ze śmiercią ludzi z tego pokolenia zniknie pamięć o dawnych mieszkańcach którzy tworzyli tą wieś: o ich sprawach, wcześniejszym życiu na Wschodzie, o ich gehennie na Wołyniu gdzie byli mordowani przez UPA i o tym jak musieli opuścić swoje rodzinne strony aby wybrać niepewny los na "ziemiach odzyskanych". Będąc na pogrzebie dzisiejszego dnia  dostrzegłem nieopodal kaplicy na cmentarzu grób księdza który zmarł w 1945 roku, z opisu na jego tablicy nagrobnej wynikało, że był przed wojną proboszczem na Wołyniu w mieście Rokitno. To są okolice skąd pochodzą moi nieżyjący już dziadkowie. Uzmysłowiłem sobie dobitnie, że prywatna historia wielu tych ludzi staje się zamkniętą kartą, kartą której nikt nie opisał. Jak większość osobistych losów pojedynczych ludzi zostanie zupełnie zatarta.